Poznań: Kolejne „czyszczenie” kamienicy. Dramat 83-letniej mieszkanki

Jackowskiego_27

Kilka miesięcy temu na stronach Głosu Wielkopolskiego pojawił się artykuł pod znamiennym tytułem: „Jackowskiego 27 – czy to kolejna czyszczona kamienica? Właściciele zaprzeczają”.
Lokatorzy postanowili nagłośnić sprawę, ponieważ poczuli się zagrożeni. Przede wszystkim dlatego, że osoby pojawiające się w kamienicy były powiązane z czyścicielami kamienic. Zmuszono ich jednak do milczenia, a następnie nieruchomość została bezwzględnie wysiedlona, o czym świadczy przypadek 83-letniej mieszkanki. która. Sama o tym pisze w liście do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Do 2006 roku zarządcą budynku było MPGM, a lokatorzy mieli przydziały z miasta. Kamienica stosunkowo często zmieniała właścicieli. W latach 2008–2009 należała na przykład do Piotra i Joanny Borowiaków, znanych z głośnej sprawy nielegalnego wyrzucenia starszej kobiety na bruk z jej mieszkania przy ul. Sczanieckiej, z kolei zarządcą był wtedy Piotr Śruba. Od marca 2013 roku kamienica stała się własnością firmy Kamienice Wielkopolskie, której pełnomocnikiem jest Paweł Cieliczko, osoba związana między innymi z NeoBankiem, znajomy Piotra Śruby i Pawła Żukowskiego oraz właściciel brutalnie wyczyszczonej kamienicy przy ul. Strusia, gdzie teraz prowadzi prywatny akademik.

W lipcu 2013 roku przedstawiciele lokatorów skorzystali również z pomocy prawnej Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Zrezygnowali jednak z dalszego nagłaśniania zaistniałej sytuacji ze względu na ostrą reakcję przedstawicieli nowego właściciela, którzy wyraźnie dali im do zrozumienia, że kontaktowanie się z dziennikarzami i działaczami społecznymi na pewno im nie pomoże w rozwiązaniu narastającego konfliktu. Wystraszyli się. Niestety po raz kolejny okazało się, że osoby pokroju Pawła Cieliczko mimo wielu zapewnień nie zamierzają rozwiązać tej sprawy zgodnie z prawem i nie krzywdząc mieszkańców.

Poniżej publikujemy list od jednej z lokatorek kamienicy przy ul. Jackowskiego 27, która podczas pobytu w szpitalu została pozbawiona dostępu do własnego mieszkania. Po raz kolejny kamienica – tym razem bez akcji protestacyjnych i większego zainteresowania mediów – została oczyszczona, przez to samo grono powiązanych ze sobą osób.

List lokatorki:

Za kilkanaście dni moje 83 urodziny. Urodziłam się i wychowałam w Bydgoszczy na ul. 20 Stycznia 1920 roku pod nr 6 jako jedna z 9 dzieci robotnika. Była bieda, ale nikt głodny nie chodził. Mieszkaliśmy w kamienicy, której właścicielem był Niemiec, Pan Neumann – do dziś go wspominam w modlitwie. Korzystałam z tego najbardziej, ponieważ nosiłam wspaniałe ubrania po ich córce Karmenie. Nawet wojna go nie zmieniła, zawsze się za nami wstawiali, choć moja siostra nie uniknęła łapanki i wywozu do pracy, ale wróciła.

Potem chaos, wyzwolenie, przetaczający się front i pytania: „Kuda na Berlin?”. Właściciel naszej kamienicy zmarł w areszcie. Nad nami rozlokowała się rosyjska orkiestra wojskowa. Potem komuna: Zaczynam pracę, czyny społeczne, wczasy i wycieczki z zakładu pracy. Wtedy zobaczyłam jak piękna jest Polska.

Po ślubie w 1960 roku zamieszkałam w Poznaniu w prywatnej kamienicy przy ul. Jackowskiego. Potem już mamy wolność! [Po 1989 roku] znajdują się spadkobiercy kamienicy i na przywitanie 100% czynsz w górę, potem nowy właściciel i znów 100%. Przez to ludzie tracili zdrowie i nerwy, a nawet odebrali sobie życie. Ja bałam się wychodzić z domu. To, że żyję to opatrzność Boża. Złamałam rękę akurat na zimę i pojechałam do rodziny, bo tu trzeba nosić węgiel. Potem operacja oka. Nogi jeszcze noszą, lubię chodzić. Teraz jestem w szpitalu rehabilitacyjnym. Urząd Miasta na wniosek właściciela uznał, że zbyt często wyjeżdżam, a jak wracam to nie melduję tego faktu sąsiadom i należy mnie wymeldować. Odwołałam się. Przyjechałam na przepustkę ze szpitala, a tu w kamienicy drzwi zamknięte, nie mam dostępu do mieszkania. Zostałam z walizką, tam jest cały mój dobytek. Wiem że nikt nic nie zrobi. Kiedy wcześniej odcięli mi wodę, właściciel włamał się pod moją nieobecność. Wtedy tylko powiedzieli, że mam prawo ich skarżyć. Przecież ja nie doczekam końca procesu i na to wszyscy liczą. Bardzo szybko tracę wzrok, chciałam ostatnie dni przeżyć godnie, pod własny stół wyciągać nogi, gdzie co postawię tam będzie stało. Ale niestety mam tułać się po rodzinie, znajomych? Gdzie wrócę ze szpitala?

Mówicie, że kiedyś było bezprawie, to nie tak. Było złe prawo rygorystycznie przestrzegane, a teraz mamy piękne prawo, tylko z egzekwowaniem go są ogromne problemy. Nadal takich jak Pana Ikonowicza zamyka się, odważne wypowiedzi padają tylko w telewizji z ust byłego sędziego i te słowa mają ogromne znaczenie. Tylko w takich ludzi wierzę. Nie takiej wolności czekałam, miało być lepiej. Zawsze była nadzieja, a teraz i ona umarła.

http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/4040-kolejne-czyszczenie-kamienicy-dramat-83-letniej-mieszkanki