Poznań: Od:zysk (na razie) zostaje! – ale właściwie co z niego mamy?

odzysk-tuba

Kampania „Od:zysk zostaje”, podobnie jak kampania w obronie Rozbratu przed laty, jest walką toczoną w celu zachowania konkretnych miejsc na mapie Poznania, lecz właściwie dotyczy ona znacznie szerszego kontekstu: tworzenia miejskich dóbr wspólnych.

Prawo do miasta – którego uwspólnione resztki albo zostaną stracone bezpowrotnie, albo będą rozwijane i wykorzystywane zgodnie z potrzebami mieszkańców – to idea sprawowania kolektywnej władzy miejskiej. Jako mieszkańcy jesteśmy świadkami licznych konfliktów, choć najwięcej tłumaczą nam te, które wyostrzają konflikt pomiędzy wolnościowym municypalizmem a strukturami prywatnymi i władzą państwa.

Planowana sprzedaż Od:zysku jest niemal podręcznikowym przykładem tego, jak kapitaliści na wiele sposobów akumulują zyski i uspołeczniają koszty. Historia dawniej uspołecznionej, a później porzuconej kamienicy przy ulicy Padarewskiego w Poznaniu jest też ciekawa pod względem analizy zachodzących przemian funkcjonalno-przestrzennych wokół poznańskiego Starego Rynku na przestrzeni lat oraz ich konsekwencji dla mieszkańców.

Poprzez zmianę własności kamienicy, a raczej jej statusu, przekreślone mogą zostać próby odbudowania miejskich dóbr wspólnych. Dlaczego to ma być dla nas ważne?

Po pierwsze:

Zyski płynące z posiadania ziemi czy nieruchomości trafiają do indywidualnych właścicieli. Mimo że w klasycznej ekonomii nie jest to niczym szokującym, w kontekście miejskim jest to fundamentalna zasada pozbawiająca mieszkańców praw do miasta. Historycznie taka dystrybucja zysków została zapoczątkowana i zintensyfikowana poprzez grodzenia ziemi przez panów feudalnych w Anglii, jeszcze przed rewolucją przemysłową. Wspólnoty przemocą zostały pozbawione dostępu do gruntów (pól, lasów, pastwisk), które wcześniej przez stulecia kolektywnie użytkowały. W rezultacie do dziś ziemia, czyli cząstka wspólnej planety, jest traktowana tak jak towar i przynosi korzyści określonej klasie społecznej (właścicielom).

Sprzedaż kamienicy, w której znajduje się Od:zysk i gruntu, na której leży, może być przykładem tego procesu: zarabiają na nich, na poszczególnych etapach, wszyscy właściciele, od zadłużonego, przez bank, na nowym potencjalnym jej nabywcu kończąc. Dlaczego?

Jako pierwszy zyskuje dotychczasowy właściciel. Nie spłacał zobowiązań i zniknął z pieniędzmi. Nie opiekował się kamienicą przez kilkanaście lat, co doprowadziło ją do alarmującego stanu budowlanego. Moralnie pozostaje on jednak nadal „czysty”, gdyż pozwala mu na to święte prawo własności. Porzucił kamienicę w samym centrum miasta, choć mogłaby już od dawna być wykorzystywana na cele mieszkaniowe, kulturowe czy społeczne. Na tym, że kamienica stała pusta, stracili wszyscy mieszkańcy.

Jako drugi zyska bank, który przeczekał lata, a kiedy wzrostowi uległa podaż ziemi, zdecydował się na licytację. Wszczęte przez bank postępowanie egzekucyjne uruchomiło całą aparaturę zabezpieczającą prywatnych posiadaczy przed niechybną stratą. Do działania przystąpiła opłacana przez podatników kancelaria komornicza, rzeczoznawcy i sąd. Bank jako wierzyciel odzyskałby pieniądze podwójnie (mimo iż sprzedana nieruchomość nie pokryje 18 mln złotych zapisanych w księdze wieczystej), gdyż spłata nawet 9 mln, czyli ceny wywoławczej Od:zysku, odblokowuje zamrożone dotąd aktywa wynoszące nawet do stu procent zadłużenia.

Po trzecie, zyska nowy właściciel, wchodząc w posiadanie kamienicy na preferencyjnych warunkach. Nieistotne, czy wyburzy kamienicę, czy ją wyremontuje, nawet przy poniesionych dużych kosztach będzie czerpał zyski z nowego biznesu lub z renty gruntowej, która dzięki ziemi – środkowi produkcji – w tak centralnej lokalizacji będzie odpowiednio wysoka.

W liście zyskujących nie znajdziemy społeczności miejskiej, aktualnych mieszkańców czy jakiejkolwiek wspólnoty. To prawo własności dyktuje, jak będą wyglądały nasze miasta.

Po drugie:

Budowanie i utrzymanie dóbr wspólnych oddaje potrzeby mieszkańców, podczas gdy państwo i rynek je ograniczają. Wprowadzenie regulacji administracyjnej i tytułów własności chronionych przez prawo było niczym innym jak usankcjonowaniem struktury posiadania oraz zysków z nią związanych. Dzielenie wspólnej ziemi i samozarządzanie w niekwestionowany sposób jest przeciwstawne do grodzenia, prywatnej własności oraz władzy z niej wynikającej. Przytaczany często paradoks zwany „Tragedią wspólnego pastwiska”, stał się argumentem na rzecz prywatyzacji nie po to, aby lepiej lub efektywniej zarządzać przestrzenią, lecz po to, by właściciele czerpali większe korzyści, nie dbając przy okazji o aspekty społeczne czy środowiskowe.

Tylko czy zawsze tak musi być, że nieuregulowane korzystanie z wartości wspólnej staje w opozycji do interesu wspólnego? Czy zawsze jednostki będą dążyły do zwiększenia swoich indywidualnych korzyści? Wystarczającym argumentem na miejskim gruncie powinno być przyjęcie przez wspólnotę podstawowych zasad, takich jak swobodny dostęp, współdecydowanie na zasadach konsensusu oraz kolektywizm, motywując się zarówno indywidualnymi jak i grupowymi potrzebami.

W przypadku Od:zysku oraz poprzednio wymienionego Rozbratu założenia te są realizowane. Prowadzona działalność nie tylko przynosi korzyści wspólnocie, ale też szerszej miejskiej społeczności. Aktywność środowiska ukierunkowana jest również na marginalizowane i wykluczane grupy społeczne, które nic od nowych inwestorów nie otrzymają.

Właśnie z takimi założeniami powinny być prowadzone nie tylko dyskusje o mieście, ale też rozdysponowany budżet. Brak miejskiej demokracji bezpośredniej i budżetu partycypacyjnego jest przykładem braku realnego wpływu mieszkańców. Walcząc o nie, jak też rozwijając dobra wspólne, mieszkańcy zyskują najwięcej, zarówno w kontekście grupowym jak i indywidualnym.

Uwspólniony Od:zysk zostaje, bo jest to wartość dużo szersza dla lokalnej społeczność – to próba tworzenie miejskich dóbr wspólnych – niedostępnych dla logiki rynku lub rynkowej wyceny.

http://www.rozbrat.org/publicystyka/sprawy-lokalne/4032-odzysk-na-razie-zostaje-ale-waciwie-co-z-niego-mamy